Ktoś kto jest łakomy, to... co tu dużo pisać. Musi cierpieć. Opanowało mnie łakomstwo, wczoraj w nocy i rano. Szczególnie rano.
Dojeżdżanie do pracy może mieć swoje plusy i minusy. Przekornie rzecz nazywając, w tym przypadku raczej minusy. O godzinie 7 rano dnia pamiętnego skończył mi się posiłek zaplanowany na cały tydzień. Czytanie w czasie podróży o godzinie 6 rano ma wpisaną w siebie pewną dozę komfortu, gdyż wszyscy dobrze wychowani współpasażerowie albo drzemią, albo śpią, uczą się, tudzież cichutko rozmawiają. Względnej ciszy nie przerywają dzwonki komórek. W taki sprzyjających warunkach nie dziwne, że już we wtorek zamknęłam ostatnie strony książki.
Dojeżdżanie do pracy może mieć swoje plusy i minusy. Przekornie rzecz nazywając, w tym przypadku raczej minusy. O godzinie 7 rano dnia pamiętnego skończył mi się posiłek zaplanowany na cały tydzień. Czytanie w czasie podróży o godzinie 6 rano ma wpisaną w siebie pewną dozę komfortu, gdyż wszyscy dobrze wychowani współpasażerowie albo drzemią, albo śpią, uczą się, tudzież cichutko rozmawiają. Względnej ciszy nie przerywają dzwonki komórek. W taki sprzyjających warunkach nie dziwne, że już we wtorek zamknęłam ostatnie strony książki.
Nadal głodna.
I to na poważnie. Poranna dawka przepisów spod ręki głównej bohaterki nie dość, że wywołała apetyt na prawdziwe jedzenie, na obiad z 3 dań o tak bezlitosnej porze, gdy nie ma na niego szans, to jeszcze ja, jako Czytelnik, chciałabym nadal zagłębiać się w perypetie dzielnej Angeliny, mistrzyni życia i kuchni w jednym. W związku z tym, żeby pokonać ten głód postanowiłam skupić się na czymś konkretnym i namacalnym, czyli...
...odczarowujemy przepisy
Wszyscy uwielbiamy jeść. No prawie... Jedni gdzieś podróżowali, drudzy byli w ekskluzywnej restauracji, inni sami zmagali się z niecodziennymi przepisami. Ale nie wszyscy wszystko. Może zdarzyć się, że nie będziemy mieć zielonego pojęcia co jest co, a nie chcąc wyjść na przysłowiowego głupka nie zdobędziemy się na rozwianie wątpliwości zadając pytania. Koniec końców będziemy musieli uśmiechać się jedząc jakieś wyjątkowe paskudztwo, a przynajmniej paskudztwo dla nas osobiście, bo jak wiemy, nie dla każdego. Zdarzyło się to także mi, ale historyjki mogą jeszcze poczekać. Tak, że odczarowanie przepisów będzie polegało na przetłumaczeniu łopatologicznym sobie i otoczeniu z czym ten przepis się je!
tort czekoladowy z likierem Frangelico
LIKIER FRANGELICO – orzechowy likier rodem z północnych Włoch, a dokładnie z Piedmontu. Posiada charakterystyczną butelkę, która ma zadanie swoim kształtem przypominać mnicha przepasanego w pasie sznurem . Produkowany na bazie orzechów laskowych z dodatkiem ziół i jagód oraz kakao i wanilii. Zawiera dodatek karmelu, by ocieplić jego orzechowy współgrający kolor. Zawartość alkoholu to ok. 20%.
- NAZWA ORYGINALNA - Frangelico Liqueur
- PRZEPISY - drinki, desery w tym lody, ciasta, ciastka, torty, czekoladowe fondue, napoje -w tym krążący po sieci przepis na fondue z przepięknym zdjęciem autorstwa słynnego fotografa żywności Francesco Tonelli
![]() |
| photo: Francesco Tonelli, www.cookinglight.com |
- CIEKAWOSTKA - z likierem związana jest legenda; okolice Piedmontu obfitowały 300 lat temu w orzechy laskowe i ciekawskich mnichów (w tym szczególnie jednego ciekawskiego o imieniu ANGELICO (Fra Angelico) a z połączenia tych dwóch składników powstał likier FRANGELICO
- CENA - ok. 80 pln
- PREZENT - zdecydowanie nadaje się na prezent, najlepiej z książką Kawalerowie Angeliny; od siebie można stworzyć małą kartę z własnoręcznym rysunkiem i opisem legendy, której dokładną wersję można znaleźć na stronie Frangelico
- UWAGI OD SERCA - likier jest dość drogi, jednak taka wyjątkowa butelka z historią sama w sobie pomoże stworzyć atmosferę na półce w kuchni, a smak i aromat likieru urozmaici nawet najprostsze wersje deserów - co przyda się szczególnie, gdy zaskoczą nas goście a w lodówce tylko pudło lodów śmietankowych; przykład tego znajdziemy na stronie Frangelico
![]() |
| Przepisy z strony Frangelino |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz